Category

jestem rodzicem

7 sposobów na pomoc nastolatkowi w nauce angielskiego kiedy nie znasz języka

Czy ogarnia Cię czasami poczucie bezsilności, kiedy myślisz o tym, jakie egzaminy językowe stoją przed Twoim dzieckiem? Z maturą na czele? Jak bardzo jesteś bezradna, jak mocno sfrustrowany, kiedy nie możesz swojemu nastolatkowi pomóc, bo Twój angielski jest zbyt słaby?

 

Nie martw się. Sposobów wsparcia w takiej sytuacji jest przynajmniej kilka. I nie mówię tu bynajmniej o zapisaniu dziecka do szkoły językowej – to najprostsze rozwiązanie. Ale załóżmy, że nie masz pieniędzy na kurs. Albo też chciałabyś dać nastolatkowi dodatkowe, poza kursem językowym, możliwości rozwoju językowego. Co wtedy?

Pokażę Ci 7 sposobów na wsparcie językowe nastolatka, gdy Twój angielski tym wsparciem być nie może.

 

1. Nie przeszkadzaj!

Jakże ogromne było moje zaskoczenie, kiedy w lutym b.r., podczas konferencji “Szkoła od nowa”, organizowanej przez Mozaikę, usłyszałam słowa wypowiedziane przez psycholożkę Agnieszkę Stein:

Dorosły jest potrzebny dziecku po to, żeby się nie wtrącał.

Często zapominamy o tym, że każdy człowiek ma naturalny pęd do uczenia się. Jeśli jakaś wiedza jest nam potrzebna, to ją zdobędziemy. Często w sposób intuicyjny. Dorośli, zdaniem Stein, powinni pozbyć się nawyku, że wiedzą lepiej jak dziecko powinno się uczyć. Nie wiedzą! Zwłaszcza w dobie nowoczesnych technologii. Spróbujmy więc przestać zgrywać wobec dzieci ekspertów od skuteczności nauki i pozostawmy nastolatkom swobodę w doborze technik przyswajania wiedzy. Jednym słowem: wyluzujmy! Jedyne, o co musimy zadbać, to zapewnienie dziecku poczucia bezpieczeństwa. To najważniejszy warunek efektywności jakiejkolwiek nauki.

Jeśli jednak masz wątpliwości, czy Twój nastolatek rzeczywiście potrafi przejąć odpowiedzialność za swój sposób nauki, to…

 

2. Zrób test diagnostyczny

Jeżeli chcesz sprawdzić, jakie sposoby nauki są prawdopodobnie najskuteczniejsze w przypadku Twojego dziecka, możesz mu zrobić internetowy test diagnostyczny. Badanie kosztuje 39 zł, trwa około godziny i sprawdza m.in. preferencje zmysłowe dziecka i sposób przetwarzania informacji. Możesz je wykonać na stronie www.indywidualni.pl.

Polecam to badanie. Zrobiłam je swoim dzieciom, a ich wyniki i moje wnioski opisałam TUTAJ. Niewątpliwie najcenniejsze rzeczy, z jakimi zostajesz po badaniu to:

  • większe zrozumienie dla zachowań nastolatka – teraz już wiesz z czego wynikają,
  • lista metod i technik, dedykowanych Twojemu dziecku – nie tylko do zastosowania w domu, ale też do ewentualnego przekazania nauczycielom.

 

3. Dostrzeż w YouTube przyjaciela

“Ona to tylko siedzi na tym jutubie i jakieś głupoty ogląda, zamiast się uczyć!”

Chwila, chwila. A skąd ta pewność, że się nie uczy? Czy wiesz jak moja (obecnie 14-letnia) córka nauczyła się masy angielskich słówek?

Robiąc ozdoby “loom bands”!

Już tłumaczę.

Kilka lat temu panowała moda na kolorowe gumeczki loom bands – kto ma córkę w podobnym do mojej wieku, ten pamięta. Dziewczynki po prostu szalały na ich punkcie. Prześcigały się w robieniu różnorakich wzorów ozdób.

A jak Ci się wydaje – skąd można było nauczyć się najnowszych trendów w splotach gumeczek?

Właśnie z angielskich tutoriali na You Tube.

Tutoriale to krótkie filmiki instruktażowe, uczące jakiejś umiejętności. Jest tego na YouTube naprawdę cała masa – z każdej możliwej dziedziny. Przykład? Proszę bardzo – kanał Jordan Clark. Tematyka to głównie modny obecnie wśród nastolatek journaling:

 

 

Sugeruję, abyś zachęcała nastolatkę do oglądania angielskich tutoriali, a najlepiej oglądała razem z nią. Te filmiki są dobrym sposobem na naukę języka, ponieważ pokazują kolejne czynności, o których opowiada w tym samym czasie youtuber. Nie musisz więc rozumieć wszystkiego, co słyszysz, bo to obraz jest głównym przekaźnikiem wiedzy. Angielskiego uczycie się “przy okazji”.

 

4. Dostrzeż w YouTube nauczyciela

Na YouTube istnieje też mnóstwo kanałów dedykowanych specjalnie nauce języków. Jest z nimi jednak taki problem, że muszą konkurować z kanałami tematycznymi, dotyczącymi indywidualnych zainteresowań. Nastolatki mogą z ograniczonym entuzjazmem reagować na zachętę rodzica pod tytułem:

“Poucz się angielskiego z tym kanałem do nauki.”

Mniej się nauczymy, gdy na horyzoncie pojawia się słowo “nauka”. Najbardziej efektywnie jest wtedy, gdy angielski jest tylko narzędziem do uzyskania potrzebnej nam wiedzy. To dlatego tutoriale mogą okazać się bardziej skuteczne w nauce języka, niż kanały poświęcone nauce angielskiego jako takiej.

Jakkolwiek by nie było, tematowi kanałów do nauki angielskiego poświęcę oddzielny wpis. Teraz zasugeruję tylko jeden, od którego warto zacząć. Chodzi o kanał Arleny Witt – Po cudzemu. Polecam go, pomimo że nie jest to sposób nauki, jaki stosujemy w Homeschool. Arlena wszystko tłumaczy po polsku, a my, jak wiecie, unikamy polskiego na zajęciach jak ognia (patrz TUTAJ).

Dlaczego więc polecam?

  • bo wiem, że kiedy się wysyła ten sam przekaz do ludzi na różnych poziomach zaawansowania, to raczej nie da się tego dobrze zrobić po angielsku, a przecież Arlena nie ma możliwości podziału widzów YouTube na poziomy,
  • bo kanał “Po cudzemu”, to nie kurs językowy prowadzący od poziomu znajomości X do poziomu Y, tylko świetne uzupełnienie kursu;
  • bo każdy sposób nauki jest dobry – najważniejsze, żeby zachęcał do uczenia się, i przede wszystkim:
  • bo kocham osobowość autorki, jej poglądy na świat, spontaniczność, łatwość w przekazywaniu wiedzy, zaraźliwą energię i poczucie humoru. Zresztą obejrzyjcie sami jeden z ostatnich odcinków i spróbujcie jej nie polubić:

 

 

5. Zachęcaj do oglądania filmów i seriali

Nie, nie chodzi tu o serial “19+”, “Szkoła” czy “Trudne sprawy”. Mowa o amerykańskich i brytyjskich serialach, których jest obecnie sporo na kanałach takich jak Netflix i HBO. I oczywiście o filmach anglojęzycznych.

Sposób ich oglądania zależy od stopnia zaawansowania nastolatka. Najbezpieczniej jest najpierw obejrzeć film, czy odcinek serialu, z polskimi napisami, a potem z napisami angielskimi lub (jeszcze lepiej) w ogóle bez napisów. Dzięki temu, przy drugim oglądaniu, fabuła będzie zrozumiała, a dziecko wystawione na bezpośrednią percepcję języka.

Można też spróbować od razu oglądać film w wersji oryginalnej, ale ja jednak uważałabym ze zbyt mocnym zachęcaniem nastolatka do takiego rozwiązania. To wyjątkowo trudne i może podziałać zniechęcająco. A więc osiągniemy skutek odwrotny do zamierzonego.

Przykłady ciekawych seriali, które można polecić nastolatkom do oglądania (i raczej spać spokojnie) to:

  • Riverdale,
  • Gilmore Girls  czy
  • Glee.

 

6. Pobaw się w aktorstwo

Ten sposób, podobnie zresztą jak większość poprzednich, warto stosować wspólnie z dzieckiem. A nie tylko zachęcać nastolatka do samodzielnej zabawy. Bo to naprawdę dobra zabawa!

Mowa o aplikacji na telefon Musical.ly. Pozwala ona na nagrywanie własnych filmików i teledysków do gotowych podkładów muzycznych i dźwiękowych. Są to głównie podkłady angielskie.

Nie przejmuj się kwestiami technicznymi, bo te z powodzeniem opanuje Twoje dziecko. Więcej o zastosowaniu aplikacji Musical.ly i o tym, jak z córką bawimy się w nagrywanie filmów, pisałam i pokazywałam TUTAJ.

 

7. Wykorzystaj strony internetowe

Istnieje wiele stron poświęconych nauce języków, na których można ćwiczyć słówka, gramatykę itp. Problem z nimi jest podobny, jak w przypadku kanałów YT do nauki angielskiego: komunikują otwarcie, że służą do NAUKI angielskiego, a więc nie zachęcają nastolatka do korzystania. Warto jednak zrobić w internecie rozeznanie pod tym kątem, aby móc podsunąć sugestie swojemu dziecku. Z dobrą zachętą – być może skłonisz nastolatka do korzystania. Mi się nie udało…

Nie będę opisywała poszczególnych stron, bo to zdecydowanie temat na oddzielny tekst. Nie zostawię Cię jednak z niczym. Polecę jedną stronę, na której możesz śmiało wykonywać zadania razem ze swoim nastolatkiem. Jeśli Twoje dziecko w jakimś stopniu język zna, a trochę zna na pewno – może występować w roli eksperta i “pomagać” uczyć się Tobie.

Mowa o stronie Duolingo, która ćwiczy słownictwo i gramatykę.
Zanim dotrzecie na niej do sedna, czyli nauki na tym portalu, trzeba przejść kilka kroków, które pozwolą na dopasowanie Duolingo do potrzeb Twojego nastolatka. Należy:

  • wybrać język ojczysty,
  • wybrać język, którego chce się uczyć (angielski, ale są też inne do wyboru!),
  • wybrać czas jaki dziecko planuje poświęcać na naukę dziennie (od 5 do 20 min) i
  • rozwiązać test językowy.

I w tym momencie możecie bawić się językiem razem, np. każde z Was obstawia opcję odpowiedzi i sprawdzacie kto miał rację.

 

Ale od czego teraz zacząć…

Zbyt dużo informacji? Masz mętlik w głowie i nie wiesz od czego teraz zacząć?
Proponuję standardowo: od rozmowy z dzieckiem.

Spytaj nastolatka jak się czuje w kontekście angielskiego. Czy na tle klasy raczej się wstydzi swojego poziomu czy wręcz przeciwnie? Co sprawia mu najwięcej trudności? Mówienie? Gramatyka? W jaki sposób najbardziej lubi się uczyć? W ciszy? Przy muzyce? Przy biurku? Na łóżku? Jakie kanały na YouTube ogląda? Jakie filmy lubi? Itp. Itd.
Jeśli taką rozmowę przeprowadzisz – zapewniam, że będziesz wiedzieć od czego zacząć.

Trzymam mocno kciuki!

Uciekaj ze szkoły językowej, która…

Pewnie znasz artykuły pod sztandarowym tytułem: “Jak wybrać dobrą szkołę językową”. Sama taki napisałam (Jak wybrać szkołę językową? 10 rzeczy, których nie bierzesz pod uwagę).
Tu jednak będzie przekornie. Powiem Ci, z jaką szkołą najlepiej szybko się rozstać. Niestety, część rzeczy da się sprawdzić dopiero po zapisie do szkoły, ale lepiej późno niż wcale.

 

Zatem uciekaj ze szkoły językowej, która…

 

…ma mało uczniów i grup

W takiej sytuacji bardzo prawdopodobne jest, że szkoła, aby zaoszczędzić, będzie upychała uczniów w grupach, niekoniecznie dbając o dobre dopasowanie wiekowe i poziomowe.

 

…uczy angielskiego po polsku

Jeśli nauczyciel przez większość zajęć mówi po polsku, powinna Ci się zapalić czerwona lampka. Język ojczysty może być dopuszczalny tylko w wyjątkowych przypadkach (zajrzyj TUTAJ). Większa część zajęć (na wyższych poziomach 99-100% czasu) powinna odbywać się po angielsku. Inaczej nie nauczysz się mówić. A po co zapisujesz się do szkoły językowej, jak nie po umiejętność komunikacji?

 

…nie daje Ci w umowie możliwości rezygnacji w trakcie trwania kursów

Przecież nigdy nie wiesz, co może Cię spotkać w ciągu roku i jak mogą się zmienić Twoje plany. Brak możliwości rezygnacji z kursu w trakcie jego trwania jest jedną z najbardziej niesprawiedliwych praktyk obecnych w szkołach językowych.

 

…ma podejrzanie niskie ceny

Zastanów się z czego mogą wynikać? Najczęściej szkoły oszczędzają na lektorach. Jeśli więc zależy Ci na jakości nauki, to najtańsza w mieście szkoła raczej nie będzie najlepszym wyborem.

 

…oferuje opłaty ratalne, ale tylko za pośrednictwem banku

Jeśli szkoła mówi Ci, że owszem, możesz płacić w ratach, ale umowę ratalną podpisujesz z bankiem, to przemyśl czy nie lepiej (i taniej) wybrać szkołę, z którą bezpośrednio podpisujesz umowę. Ze szkołą, w której się uczysz, chyba łatwiej się “dogadać” w razie jakichkolwiek problemów i zawirowań życiowych niż z bankiem.

 

…kopiuje pomysły innych

Jest duża różnica pomiędzy inspiracją a kopiowaniem. Kopiowanie oznacza brak kreatywności i pójście na łatwiznę. Podejście “kopiuj –wklej” zdecydowanie zabija edukację. Jeśli szkoła nie jest kreatywna i bazuje na kopiowaniu innych szkół, to proces edukacyjny w tej placówce będzie podobny.

 

…sprzedaje “mydło i powidło”

Znasz powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego? No właśnie. Lepiej nie wybierać szkoły, która poza uczeniem języka, zajmuje się milionem innych spraw (tłumaczenia, obozy, 15 języków, 10 metod, 100 rodzajów kursów…)

 

…nie zatrudnia metodyka

Bez komentarza.

 

…ma złe opinie w internecie i na Facebooku

Wiadomo, że najlepiej spytać znajomych, a jeszcze lepiej znajomą nauczycielkę angielskiego. Jeśli jednak nie masz takiej możliwości, to pozostaje internet. Złe opinie to zawsze lampka alarmowa.

 

…nie szanuje swoich pracowników

Najprawdopodobniej nie będzie szanowała również Ciebie, jak tylko zapłacisz za kurs. Kultura firmy przekłada się na uczniów, a źle traktowany lektor, to sfrustrowany i mało efektywny lektor.

 

…ma nieprzyjazną stronę www

Nie możesz nic odnaleźć na stronie? Najprawdopodobniej nie odnajdziesz się w szkole.

 

…nie dba o social media

Lub też, co gorsza, nie ma ich wcale. Facebook obecnie to absolutne minimum: platforma komunikacji z uczniami i szeroko otwarte okno pokazujące znaczną część kultury szkoły.

 

Jeśli masz swoje sugestie odnośnie szkół, z jakich należałoby uciekać – wpisz je w komentarzu.

 

Jeśli nie chcesz przegapić żadnego wpisu na blogu – śledź profil Homeschool na Facebooku.

Rezygnujemy ze szkoły Homeschool, bo… nauczycielka mówi cały czas po angielsku

– A o jakim kursie mówimy?
– Kursie angielskiego.
– To po jakiemu ma mówić?
– Oj, wie pani o co mi chodzi.
– Nie, nie wiem.
– Nauczycielka powinna wyjaśniać wszystko po polsku! A nie stresować uczniów. (c.d.n.)

No dobrze. Zacznijmy więc od początku.

 

Angielski po angielsku.

W Homeschool uważamy, że angielskiego należy uczyć po angielsku. Niby oczywiste, a nieoczywiste. Warunkiem koniecznym, aby uczenie po angielsku było skuteczne, jest dobry nauczyciel. Powinien on umieć dostosować swój język do umiejętności uczniów: innego słownictwa użyć na lekcji w grupie na poziomie A2 (przed-średniozaawansowany), a innego w grupie C1 (zaawansowany). Jednak niezależnie od poziomu grupy i stopnia trudności słownictwa, dobry nauczyciel jest w stanie w prawie stu procentach wyeliminować język polski z zajęć.

 

100% angielskiego? Niemożliwe.

Oczywiście są wyjątkowe sytuacje, gdy polski podczas lekcji angielskiego jest lepszą opcją, a nawet wskazaną. Przykładem mogą być choćby grupy dziecięce. Tu bezpieczniej jest rozwiązywać problemy związane z zachowaniem i dyscypliną w języku ojczystym. Podobnie dzieje się podczas wyjaśniania skomplikowanych instrukcji gier i zabaw językowych – jeśli ma to zająć nauczycielowi pół lekcji, lepiej omówić to szybko po polsku.

Pomoce do kursu metodą Savvy Ed

 

Angielski po polsku

Podejście Homeschool bardzo różni się od podejścia w wielu państwowych szkołach podstawowych. Tam, zgodnie z opiniami naszych młodszych uczniów, standardem jest uczenie angielskiego przy użyciu polskiego. I to bynajmniej nie tylko podczas tłumaczenia dzieciom skomplikowanych instrukcji gier czy problemów z dyscypliną.

 

A może angielski po polsku nie jest taki zły?

Jest zły. I to bardzo zły. Uczenie języka angielskiego przy nagminnym wykorzystaniu polskiego hamuje ustną komunikację językową. Mówiąc prościej: uczy rozwiązywania testów i robienia ćwiczeń językowych, a nie uczy mówienia. Jeśli więc zależy ci na komunikacji werbalnej, przyzwyczaj się do słuchania angielskiego podczas lekcji.

 

A jak nic nie zrozumiem?

Ciąg dalszy dialogu zamieszczonego na wstępie brzmi na ogół tak:

Rodzic/uczeń: Nauczycielka powinna wyjaśniać wszystko po polsku! A nie stresować uczniów.
Homeschool: Czy podczas zajęć dziecko/pan/pani nic nie rozumie z tego, co mówi nauczyciel?
Rodzic/uczeń: No, rozumie/m. Ale nie wszystko!

Czy ucząc się angielskiego na pewno potrzebujesz rozumieć wszystko, co mówi nauczyciel?
Oczywiście, że nie! Wystarczy jak rozumiesz kontekst. Nie musisz znać każdego słowa. Jak miałbyś się nauczyć nowych rzeczy, słysząc tylko to, co już znasz? W prawidłowej nauce języka obcego chodzi o to, by osiągnąć efekt kuli śniegowej.

 

Efekt kuli śniegowej

Najpierw umiesz niewiele. Potem doklejamy do tego, co już umiesz, kolejne warstwy nowych informacji. Czyli cały czas wykorzystujemy to, co już wiesz, aby przy pomocy ugruntowanej wiedzy (tzw. “bezpiecznego otoczenia językowego”) uczyć się czegoś nowego.

 

Obejrzyj film po angielsku

Wtedy zobaczysz, jak przyjemnie jest uczyć się rozumienia z kontekstu i jak ładnie osiągamy efekt kuli śniegowej. Jeśli jesteś mniej zaawansowany (lub jesteś dzieckiem) – najpierw obejrzyj film (bajkę) po polsku. Jeśli jesteś bardziej zaawansowana od razu włącz wersję angielską. Nie zrozumiesz każdego słowa na filmie. Ba, nawet nie zrozumiesz całych zdań czy wypowiedzi. Ale zrozumiesz (dzięki wizji i efektom dźwiękowym) kontekst. A to podstawa, żeby nauczyć się komunikacji językowej.

Nauczyciel, który wie jak negatywne skutki ma uczenie angielskiego po polsku, będzie stosował język ojczysty na lekcji angielskiego tylko w takim zakresie, w jakim stosuje niezbędne leki.

 

Masz jeszcze chwilę?

Obejrzyj krótki reportaż portalu Bia24 z udziałem Homeschool. Zobaczysz:
– dlaczego, zdaniem białostoczan, warto uczyć się angielskiego i
– dlaczego, zdaniem Homeschool, warto robić to poza państwowym systemem edukacji.

Jeśli nie chcesz przegapić żadnego wpisu na blogu – śledź profil Homeschool na Facebooku.

Jak nie zamienić wieczorów i poranków z dzieckiem w koszmar, czyli: witaj szkoło!

“Myj zęby! Ubieraj się! Uczesz włosy! Spakuj plecak! Nie, już lepiej sama spakuję. Jak to: nie wiesz, gdzie twój piórnik? To ja mam wiedzieć?” I tak dalej…
Znasz to? Ja znam. Ale od kiedy wprowadziłam w domu proste rozwiązanie na zminimalizowanie nieprzyjemności wieczorów i poranków z moim młodszym dzieckiem, czuję ogromną ulgę.

 

Odpowiedzialność

Zanim wyjaśnię co i jak z tym rozwiązaniem, musisz wiedzieć jedno: jestem totalną przeciwniczką wyręczania dzieci. I jak tylko wywącham coś, co moje dziecko może już zrobić samo, od razu kombinuję jak przerzucić na nie tę czynność. Po co? Przede wszystkim po to, żeby uczyć je samodzielności, zaradności i odpowiedzialności. Miłym skutkiem ubocznym jest oczywiście zyskanie większej swobody i czasu dla siebie.
Przykłady?
Mój 8-letni syn od kilku lat kąpie się samodzielnie i pomaga w obowiązkach domowych, a moja 14-letnia córka gotuje obiady (co nie znaczy, że robi to codziennie).

 

Moc słowa pisanego

“Co zapisane – to święte.” Bzdura? Nie w przypadku dzieci. Słowo pisane ma dla nich ogromną moc. Jeśli zapiszesz razem z dzieckiem cokolwiek na kartce (zasady, instrukcje, życzenia) i nadasz temu wysoką rangę (“to, co teraz napiszemy, będzie bardzo ważne”), to uwierz mi – dziecko na pewno potraktuje to z powagą. Dlatego mój sposób na koszmar wieczorów i poranków szkolnych, to SPIS ZADAŃ.

 

Można zacząć w przedszkolu

Pierwszy raz spisaną listę wieczornej i porannej rutyny wprowadziliśmy z synem już w przedszkolu. Wtedy była to lista obrazkowa: na karteczkach narysowaliśmy kolejne czynności, które Michał ma wykonywać samodzielnie wieczorem i rano. Przykleiliśmy je taśmą nad łóżkiem. Lista funkcjonowała przez jakiś czas, zanim przekształciła się w nawyk. Potem znikła, bo nie była już potrzebna. Ale gdy pojawiła się szkoła i zakres codziennych czynności zwiększył, postanowiłam wrócić do przedszkolnego sposobu.

 

Potrzebne materiały

Do spisu zadań wystarczy oczywiście kartka, długopis (kredki) i taśma klejąca, ale my postawiliśmy na ciekawsze rozwiązanie. Jeśli lubisz fajne gadżety, nie przeskakuj tego akapitu. Nasze tworzenie listy zbiegło się z odkryciem przeze mnie Pani Swojego Czasu (bezwzględnie polecam wszystkim Kobietom!) i jej Karteczek Pełnych Czasu. To są magnetyczne kolorowe papierki, które przylegają (nie przyklejają się jak post-it) do każdej gładkiej powierzchni. Możesz w dowolnym momencie przełożyć je na inne miejsce. Super sprawa.

 

Dlaczego to robimy?

Zanim zaczniecie spisywać zadania – wytłumacz dziecku CO i PO CO będziecie robić. No i dlaczego to takie ważne. Możesz powiedzieć tak (wersja dla taty):

“Chciałbym, żebyśmy wspólnie zrobili coś ważnego. Myślę, że jesteś na tyle duży, że ta trochę trudna rzecz nam się uda. Jesteś gotowy? Wydaje mi się, że czasami nasze wieczory i poranki są pełne pośpiechu i nerwów. Chciałbym, żeby tak nie było, i żebyśmy zamiast się złościć – poprzytulali się i dawali sobie buziaki. Nie lubię mówić ci każdego wieczora i ranka co masz robić, bo brzmi to jak rozkazy. Chciałbym, żebyś sam wykonywał po kolei swoje obowiązki. Pomyślmy więc, co musisz zrobić każdego ranka, a co każdego wieczora i spiszmy to na kartkach. Powiesimy je w widocznym miejscu w twoim pokoju – sam zdecydujesz gdzie. Wtedy będziesz mógł samodzielnie czytać i robić te ważne rzeczy po kolei, bez moich upomnień. Zgadzasz się?”

 

Wartościowy czas

Wspólnie spędzony, wartościowy czas, to dodatkowy bonus zrobienia listy wieczornej i porannej rutyny dziecka. Dlaczego? Bo listę robicie RAZEM. I to dziecko dyktuje Ci, co masz napisać (lub pisze samo). Na naszej porannej liście, to syn kazał mi dopisać słowo “szybko” – ku mojemu zdziwieniu, ponieważ należy do dzieci dość długo kontemplujących codzienne czynności.

Nasze magnetyczne karteczki na szafie Michała

 

Cierpliwość

Nie popędzaj dziecka. Nie wyprzedzaj jego myśli. Powstrzymaj się jak najdłużej z podpowiedziami. Daj mu czas na zastanowienie nad czynnościami, a potem na ułożenie ich w odpowiedniej kolejności. Możecie pisać zadania na paseczkach papieru, potem je ułożyć i przepisać “na czysto”. Będziesz zaskoczona jak kompetentne jest twoje dziecko w kwestii porannych i wieczornych czynności.

 

Jak działa spis zadań w praktyce

Kiedy już umieścicie zadania w wybranym przez dziecko miejscu jego pokoju, pozostaje “tylko” wdrożenie w życie. Jednak zamiast pisać jak to zrobić, napiszę jak nie robić, czyli:

Kiedy dziecko, pomimo spisu codziennych czynności na kartkach, raczej nie przekształci ich w nawyk?

Kiedy mu w tym przeszkodzisz. Kiedy, po wspólnych ustaleniach, nie oddasz mu odpowiedzialności za wykonanie spisanych zadań. Kiedy będziesz stale przypominać o kolejnych punktach na kartce, zamiast spytać po prostu: czy jesteś gotowy do pójścia spać? Albo lepiej: powiedz mi kiedy będziesz gotowy z wszystkimi zadaniami, a ja przyjdę przytulić cię na dobranoc.

Ostatni etap jest oczywiście najtrudniejszy i najbardziej czaso- i “cierpliwościochłonny”, ale zapewniam, że warto spróbować. Bo nic bardziej nie cieszy, jak widok twojego samodzielnego malca.

Trzymam kciuki!

Jeśli nie chcesz przegapić żadnego wpisu na blogu – śledź profil Homeschool na Facebooku.

Jaką metodę nauki angielskiego wybrać dla swojego dziecka? Oczywiście, że Teddy Eddie.

W Homeschool przez ponad 10 lat pracowaliśmy nad tym, jak zwiększyć efektywność nauczania małych dzieci. Aż w końcu, podczas jednej z konferencji w 2015 roku, poznałam kobiety, które stworzyły metodę Teddy Eddie. A że przekonać mnie do zmiany samymi słowami jest raczej trudno, wybrałam się do Gliwic – kolebki metody.

Dopiero tam stwierdziłam, że Teddy Eddie, zgodnie z posiadaną przeze mnie wiedzą, jest jedyną dostępną obecnie w Polsce metodą, o tak wysokiej efektywności. Ma w sobie praktycznie wszystkie rozwiązania, które do 2014 roku stosowaliśmy w Homeschool, plus dużo, dużo więcej!

Czym najbardziej urzekła mnie ta metoda? Co mogę potwierdzić z autopsji – po dwóch latach stosowania Teddy Eddie w Homeschool? Pokażę Ci pięć najmocniejszych stron metody.

 

1. Nauka słówek – wersja PRO

To zdecydowanie największy wyróżnik Teddy Eddie wśród innych, dostępnych na polskim rynku, metod dla dzieci. Prawie wszystkie opierają się na nauce jak największej liczby słów, najczęściej wyrwanych z kontekstu. W Teddy Eddie liczy się GŁÓWNIE kontekst, ale też umiejętność manipulowania językiem. Uczymy pełnych zwrotów, gotowych do wykorzystania w komunikacji zdań. Czyli przykładowo:
nie: ‘a banana’
tylko: ‘I love bananas.’
nie: ‘a tolilet’
tylko: ‘Can I go to the toilet, please?’
Ale wiesz co? Podczas kursu dziecko i tak mimowolnie przyswaja około 2000 słów. Dla porównania: przeciętny Amerykanin posługuje się na co dzień około 5000 słów.

 

 

2. Rodzic – wersja ‘full option’

Rodzic w Teddy Eddie jest mocno “zaopiekowany”. Dostaje wiele wsparcia i sporo opcji, które mogą w znacznym stopniu wspomóc dziecko w nauce. A to, z których zechce skorzystać, zależy w dużej mierze od niego – od czasu jakim dysponuje, od jego chęci i możliwości. Kontakt szkoły z rodzicami i opcje wspierania dziecka w nauce umożliwiają następujące rozwiązania:

  • bieżące informowanie rodziców o tym, co się wydarzyło na lekcji: bezpośrednio po lekcji,
  • dostęp do dziennika online,
  • raport postępów dziecka po każdym semestrze
  • lekcje otwarte dla rodziców na koniec każdego semestru,
  • plac zabaw online (Playground) do dodatkowej pracy w domu,
  • specjalny poradnik dla rodzica, będący częścią zestawu kursanta,
  • multiROM deDOMO – w skład zestawu kursanta wchodzi również płyta z metodą stworzoną przez dr Grzegorza Śpiewaka, pokazująca jak w prosty sposób wykorzystać codzienne kontakty z dzieckiem do nauki naturalnego angielskiego,
  • płyta CD do słuchania w domu/samochodzie, utrwalająca materiał z zajęć.

 

3. Główny bohater – niezły charakterek

To była moja miłość od pierwszego wejrzenia. Naprawdę. No bo jak się nie zakochać w niesfornym, a jednocześnie słodziaśnym, śpiącym w kolorowej śmierdzącej skarpecie misiu? Teddy Eddie to nie cukierkowa postać z “grzecznej” kreskówki. On ma swój charakterek. I dlatego jest cool. I dlatego, podobnie jak ja, szybko zakochują się w nim dzieci (z moimi własnymi dziećmi na czele).

 

 

4. Ciągłe ulepszenia w metodzie

Nie jest tajemnicą, że w dzisiejszym świecie jedyną stałą rzeczą jest zmiana. Autorki metody z pewnością dobrze o tym wiedzą, bo nie spoczywają na laurach. A mogłyby – widząc jak szybko ich produkt zdobywa polski rynek. Autorki cały czas coś modyfikują, ulepszają, są otwarte na zmieniający się świat i zachodzące w nim transformacje. Przykładem może być chociażby stworzenie placu zabaw platformy online dla dzieci czy elastyczne podążanie za reformami edukacji. Autorki metody to ekspertki, które często uczestniczą w konferencjach, szkolą i są aktywne na kongresach edukacyjnych. Świeże podejście i otwartość na zmiany na pewno wyróżnia na rynku metodę Teddy Eddie.

 

5. Działa na moim dziecku!

Chyba powinnam o tym napisać na początku, bo to najmocniejszy argument, przemawiający za skutecznością metody Teddy Eddie. Mój syn (7 lat) po roku nauki zaczął spontanicznie używać zwrotów poznanych na zajęciach. Oczywiście robił to na swój sposób – najczęściej miksując język polski z angielskim i wyglądało to na ogół tak:

– Mummy, where are my okulary?
– Can I have kanapkę z cheese and ketchup?
– I love you bardzo mocno! Hug me!

Dzieci uczące się metodą Teddy Eddie tak nasiąkają językiem, że przestaje on być obcy. Używają bardzo spontanicznie angielskich zwrotów i nawet nie potrafią wyjaśnić skąd je znają. Po prostu mają je w głowie.

A skąd wiem, że mój syn nie zachowywałby się podobnie ucząc się inną metodą? Bo mam porównanie. Moja starsza córka (14 lat) niestety nie załapała się już na zajęcia Teddy Eddie (metoda była jeszcze wówczas w powijakach). Jej produkcja językowa w wieku 7 lat nie była tak imponująca jak syna. Owszem, znała wiele angielskich słów, ale spontaniczność wypowiedzi, odwaga w mówieniu i naturalność językowa w przypadku syna była zdecydowanie na wyższym “levelu”.

 

 

Na koniec tradycyjnie ciekawostka.
W 2013 roku rozmawiałam z właścicielką szkoły językowej z pobliskiej miejscowości (współpracowałyśmy przy okazji organizacji Wielkiego Testu Języka Angielskiego). Pani Ania (imię zmieniłam) gorąco namawiała mnie do wprowadzenia w Homeschool metody dla dzieci, którą stosowała w swojej szkole:
“Słuchaj, dzieci tak fajnie się bawią, dużo śpiewają, bo nauka opiera się głównie na piosenkach. Jest super!”
I wiesz co się wydarzyło w czerwcu 2017? Pani Ania zadzwoniła do mnie:
“Justyna, weź mi opowiedz o tym Teddy Eddie, które u siebie stosujesz. Coś czuję, że to może być strzał w dziesiątkę.”
Taka historia.

Nie pozostaje mi więc nic innego jak zaprosić Cię z dzieckiem do Homeschool – jedynego w Białymstoku akredytowanego centrum metody Teddy Eddie. Już teraz możesz:

zapoznać się z ofertą lub

zapisać dziecko na bezpłatną lekcję próbną.

 

Posłuchaj też, co ma do powiedzenia o Homeschool współautorka metody Teddy Eddie – Ola Komada:

 

Jeśli nie chcesz przegapić żadnego wpisu na blogu – śledź profil Homeschool na Facebooku.

Jak wybrać szkołę językową? 10 rzeczy, których nie bierzesz pod uwagę

W internecie jest mnóstwo artykułów podpowiadających, jak wybrać dobrą szkołę językową. Większość z nich przedstawia oczywistości, na które przeciętny klient i tak zwróciłby uwagę. Pokażę Ci mniej oczywiste, ale równie kluczowe, warunki wyboru szkoły. Poniżej moja dziesiątka – od najważniejszych rzeczy zaczynając.

/Jeśli zastanawiasz się jakim cudem może być obiektywny tekst o wyborze szkoły, napisany przez osobę posiadającą szkołę, odpowiadam: nie może. To subiektywny tekst, ale za to poparty moim 15-letnim doświadczeniem w branży szkół językowych. Czytając po prostu nie myśl o Homeschool, ale o szkole, w której zamierzasz się uczyć. Mam nadzieję, że choć odrobinę pomogę w podjęciu decyzji./

1. Kultura szkoły – najważniejsza!

Kultura szkoły to w moim rozumieniu wartości, którymi kieruje się szkoła i klimat jaki w niej panuje. Jest to jeden z najcenniejszych zasobów szkoły i jednocześnie wyróżnik szkoły na tle innych placówek. Dlaczego istotny? Bo po pierwsze: im lepiej będziesz się czuł w miejscu nauki – tym więcej się nauczysz, a po drugie: jeśli jesteś rodzicem i wartości szkoły są zgodne z Twoimi, to masz pewność, że Twoje dziecko nauczy się dużo więcej, niż tylko języka obcego. Dogłębnie kulturę szkoły poznasz dopiero ucząc się w niej. Jednak wstępne rozeznanie o tym, jaki panuje tam klimat, możesz poczuć już na Facebooku, Instagramie, www, a najlepiej rozmawiając o szkole ze znajomymi, którzy się w niej uczą lub uczyli.
Na marginesie dodam, że jest wiele szkół językowych kopiujących wizerunek i działania Homeschool (kopiuje się przecież najlepszych ☺ ). Kultury szkoły jednak nie da się podrobić.

2. Opinie o szkole – kogo o nie pytać?

Oczywistym jest, że przed zakupem kursu, warto poszukać opinii na temat szkoły językowej. Możesz poszperać w internecie, ale tu uwaga: znam wiele przypadków, gdzie szkoły same wypisywały na swój temat peany na forach dyskusyjnych. To może być nie do końca obiektywne żródło informacji. Znajomi? Sąsiadka, której dzieci uczyły się w szkole? Zdecydowanie lepiej. Przynajmniej jeśli chodzi o kulturę szkoły – warto zaufać tym ocenom. Kto jednak najlepiej podpowie wybór szkoły językowej pod kątem jej efektywności? Nauczyciel języka obcego! Lektorzy angielskiego są najcenniejszym źródłem informacji, ponieważ po pierwsze: orientują się w środowisku szkół językowych od środka (oni sami lub ich znajomi tam uczą), a po drugie: ucząc w szkole państwowej, widzą kompetencje poszczególnych uczniów i wiedzą kto do jakiej szkoły chodzi.
Wiesz, że w Homeschool uczy się mnóstwo dzieci anglistów i nauczycieli innych przedmiotów? Wiesz co najczęściej odpowiadają nasi uczniowie na pytanie: kto polecił Ci Homeschool?
– Pani z angielskiego!

3. Czas na rynku i swoje własne know-how

Zdecydowanie odradzam wybór szkoły, która istnieje na rynku krócej niż, powiedzmy, 5 lat. Na wyrobienie sobie opinii, a przede wszystkim na wypracowanie swojego niepowtarzalnego know-how potrzeba czasu. Zwłaszcza w branży edukacyjnej. Dorosłym jest łatwiej poradzić sobie w sytuacji, gdy źle trafią. A dziecku? Logicznym jest, że większe ryzyko złego wyboru szkoły masz, gdy szkoła jest “młoda” i mało znana w mieście. Homeschool istnieje już 15 lat i nadal widzę jak wiele możemy poprawiać i ulepszać (chociażby podążając za nowymi technologiami i rozwojem internetu). A co mówić o szkołach, które dopiero zaczynają uczyć?

4. Jakość – czym potwierdzona?

Mamy najwyższą jakość! Dbamy o jakość!
No to świetnie. Tylko, że podobne zdania przeczytasz na każdej stronie internetowej szkoły językowej (na naszej chyba też ☺ ). To są niestety puste słowa, jeśli nie stoi za nimi nic, co potwierdza tę jakość. Jak to się mówi: papier i internet zniesie wszystko. Chcesz uwieżyć w te słowa? Sprawdź jakie certyfikaty i akredytacje posiada szkoła. A jeśli nie znajdziesz tego na stronie www, to po prostu zadzwoń do szkoły i zapytaj:
“Czym możecie Państwo potwierdzić wysoką jakość, o której piszecie na stronie.” Odpowiedzi mogą być naprawdę zaskakujące. Dopiero wtedy przekonasz się, jak bardzo różnie można rozumieć słowo “jakość” i jak pięknych ogólników używać, aby uniknąć konkretnej odpowiedzi.

5. Strona www

Tu napiszę krótko: chaotyczna storna www, to prawdopodobnie chaos organizacyjny w szkole. Jeśli trudno Ci znaleźć na www szkoły potrzebne informacje, jeśli strona jest przestarzała, nie działają na niej wtyczki i masz wrażenie, że raczej nikt nie kwapi się z jej aktualizowaniem – to nie spodziewaj się, że ucząc się w tej szkole w realu, otrzymasz sprawną obsługę i nowoczesne metody nauczania.

6. Social media

“Nie ma cię na Facebooku?! To, stary, nie istniejesz!!” – taką wypowiedź usłyszałam jakiś czas temu z ust nastolatka. Roześmiałam się pod nosem. Jednak prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach szkoła językowa bez (przynajmniej!) Facebooka jest jak sklep bez szyldu. Niby jest ok, ale czegoś brakuje. A wiesz czego? Ważnego źródła komunikacji z uczniami i rodzicami. To właśnie social media dają Ci bliższy, bardziej bezpośredni niż www, ogląd szkoły, jeszcze zanim się do niej wybierzesz. To z Facebooka dowiesz się, jaki klimat panuje w szkole: sztywny, bardziej na luzie i z dystansem, itp.

7. Kursy językowe i nie tylko! 15 języków! 10 metod! Tłumaczenia! Księgarnia! Obozy językowe! Yyyy… Coś jeszcze?

Szkoła językowa to nie karawana z handlem obwoźnym. Odpowiedz sobie na pytanie:
Czy jak idziesz do restauracji, to wybierasz taką, która ma 100 dań w menu i żadne “wyrywające z butów”? Czy taką, która ma kilka dań, ale są one prawdziwymi perełkami?
Podobnie jest ze szkołami językowymi. Najlepiej wybierać taką, która się specjalizuje w usłudze, jakiej szukasz. Nie ma oczywiście nic złego w poszerzaniu oferty przez szkołę, ale jeśli szkoła językowa nie jest duża, a w ofercie ma więcej produktów i usług niż kursantów, to lepiej upewnić się, że nie cierpi na tym jakość.

8. Ilość osób w grupie – nie zawsze im mniej, tym lepiej

Są przypadki, gdy bardziej wskazana jest indywidualna nauka języka w szkole językowej, niż grupowa. To temat na oddzielny wpis. W większości przypadków jednak nauka w grupie daje lepsze rezultaty. Zwłaszcza jeśli chodzi o naukę dzieci. W grupie jest więcej okazji do interakcji i są one bardziej zróżnicowane. Nie zawsze też sprawdza się reguła: im mniej osób na kursie, tym lepiej. W grupach dziecięcych (np. Teddy Eddie) zdecydowanie gorzej wychodzą lekcje, gdy jest sezon przeziębień i na zajęcia przyjdzie garstka dzieci.

9. Odległość od miejsca zamieszkania – czy na pewno istotna?

Poradniki o wyborze szkoły językowej doradzają, aby wybierać taką, która jest bliżej domu. Z wygody. To nie do końca prawda. Jeśli na przykład wozisz dziecko samochodem i wiesz z opinii znajomych, że dobra szkoła jest oddalona od Ciebie o 5 km i ma duży parking, a słabsza szkoła o 2 km i trudno przy niej zaparkować, to co lepiej wybrać? Może warto zwrócić większą uwagę na parking przy szkole, a nie odległość?

10. Jak jest z tą ceną?

To chyba jedna z najbardziej dyskusyjnych kwestii. Cena kursu w szkole językowej zależy od wysokości kosztów, jakie ponosi szkoła utrzymując swoją działalność. To m.in. lektorzy, lokal, marketing, szkolenia (jeśli w ogóle są), obsługa metodyczna (jeśli jest), dziennik online (jeśli jest).
Wszystkie koszty (bezpośrednio lub pośrednio) składają się na jakość procesu nauczania. Najwyższym (i najważniejszym) kosztem szkoły są lektorzy. Niestety, to na nauczycielach szkoły oszczędzają najczęściej, przez co kursy tych szkół mogą być dużo tańsze.
Jeśli więc rzeczywiście stawiasz na jakość – sprawdź wszystkie pozostałe punkty z tego wpisu, a cenę weź pod uwagę dopiero na końcu.

Dobrnąłeś/dobrnęłaś do końca? To szczere gratulacje! Mam nadzieję, że trafisz na szkołę, w której, poza nauką języka, dostaniesz dużo więcej:

wzbogacisz osobowość swoją lub swojego dziecka.

Powodzenia!

(do Homeschool możesz zapisać się TUTAJ)

Jeśli nie chcesz przegapić żadnego wpisu na blogu – śledź profil Homeschool na Facebooku.

Homeschool Run – dlaczego bieganie jest potrzebne do nauki angielskiego

We wrześniu 2016 Homeschool po raz trzeci została sponsorem tytularnym biegów dla dzieci, organizowanych przez Fundację Białystok Biega. Tym razem nie tylko wsparliśmy wydarzenie finansowo, ale również zaangażowaliśmy się w jego organizację. Nasi lektorzy pomagali dzieciom szybko dotrzeć do rodziców po biegu, a miś Teddy Eddie z werwą dopingował małych biegaczy podczas rozgrzewki i biegu. W imprezie wzięło udział 700 dzieci w wieku od 2 do 14 lat.

Rodzicu, jeśli nadal zastanawiasz się, czy warto brać udział w tym wydarzeniu w kolejnych latach – zerknij na 3 powody, które pomogą ci podjąć decyzję.

1. Mózg źle działa bez wsparcia ciała i vice versa

Bieg, podobnie jak inne aktywności fizyczne, dotlenia mózg. Dotleniony mózg szybciej się koncentruje. Dzięki temu zaś dziecko lepiej się uczy. Dlatego warto już od najmłodszych lat oswajać dzieci z myślą, że ćwiczymy nie tylko po to, żeby ładnie wyglądać, ale też (a może przeze wszystkim), żeby być mądrzejszymi ludźmi. Nauka języków nie jest tu wyjątkiem: więcej ćwiczysz – więcej przyswajasz. A jak wysportowane, zdrowe ciało wpływa na mózg? To już temat rzeka. Wystarczy choćby zerknąć na wypowiedzi osób, które znacznie schudły (np. na profilu Ewy Chodakowskiej). One zawsze podkreślają, jak ze zmianą sylwetki wzrosła ich motywacja, optymizm, poczucie własnej wartości i efektywność.

 

2. Świeże powietrze i słońce to najlepszy wspomagacz uczenia się

Co tam kawa! Co tam “redbule”! Aktywność, wsparta pobytem na świeżym powietrzu to dopiero jest energetyk! Dostarcza nam jednocześnie jeszcze więcej tlenu niż ćwiczenie w zamkniętym pomieszczeniu i dodatkowo witaminę D3. Idealne środowisko do nauki języka obcego 🙂 Pobudzające działanie świeżego powietrza na efektywność pracy umysłowej została niejednokrotnie udowodniona. A witamina D3? To jedyna witamina, którą organizm sam wytwarza pod wpływem promieni słonecznych! Jest nieodzowna dla prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego oraz dobrego samopoczucia (a więc też potrzebnej w nauce motywacji!). Więcej o zaletach D3 przeczytasz tutaj. Wypróbuj sam/a!

 

3. Bieganie to naturalna aktywność dziecka – wspieraj ją… póki masz co wspierać

Natura próbuje ułatwić nam, rodzicom, zadanie. Wiedząc jak ważny w rozwoju i nauce dziecka jest ruch – wręcz “każe” im się ruszać! Jeśli masz dzieci, to wiesz, że w pewnym wieku – praktycznie zaraz po tym jak nauczą się chodzić – biegają. Wszędzie biegają. Biedne te nasze mieszkania (wazony, dywany i inne ozdoby na drodze), biedne nauczycielki w szkołach podstawowych dyżurujące podczas przerw, biedne zwierzęta domowe niebędące w zasięgu wzroku biegnącego… Natural Born Runners MUSZĄ biegać. Niestety w procesie socjalizacji starsi uczniowie (patrz np. pierwsza klasa /jeszcze/ gimnazjum) przestają biegać. Po dzwonku na przerwę widać już tylko cichutko wychodzące z klas gęsiego, zgarbione nad smartfonami, postaci… A więc rodzicu – wspieraj naturalną potrzebę ruchu małego człowieka! Zapisz się na najbliższą edycję biegów!

W tym roku Homeschool Run odbędzie się 16 września. Rejestracja rusza w połowie sierpnia 2017. A może sam/a weźmiesz udział w imprezie? Nocna piątka? Szybka dycha? Przecież wiadomo, że nic tak nie wychowuje, jak przykład płynący z góry. Jest jeszcze trochę czasu na trening… 🙂

 

Jeśli nie chcesz przegapić żadnego wpisu na blogu – śledź profil Homeschool na Facebooku.

Nie zapisuj się do Homeschool! – kiedy lepiej wybrać inną szkołę lub zająć się wędkarstwem

Chociaż naprawdę wierzę, że Homeschool jest obecnie najlepszą szkołą językową w Białymstoku, to wiem, iż są sytuacje, kiedy powinnaś/powinieneś dobrze przemyśleć, czy zgłoszenie się do nas to dobra decyzja… a więc:

nie zapisuj się do Homeschool jeśli…

 

1. …głównym kryterium, jakim się kierujesz przy wyborze kursu i sposobu nauki, jest cena

W Homeschool mocno stawiamy na jakość. Jakość to m.in. dobre zarządzanie, doświadczony metodyk, szkolenia i fantastyczni nauczyciele. To właśnie na pielęgnowanie tych zasobów wydajemy najwięcej środków. Dobry nauczyciel to dobrze opłacany, szkolony i „zaopiekowany” nauczyciel. Jeśli więc kurs językowy jest tani, to oczywistym jest, że placówka organizująca go nie inwestuje w lektorów, bo najzwyczajniej w świecie nie zostaje już na to środków po opłaceniu innych kosztów działalności. Dlatego Homeschool nie jest najtańszą szkołą w mieście (nie jest też najdroższą), podobnie jak nie jest szkołą płacącą nauczycielom najniższe stawki i nie dbającą o nich i ich rozwój.

 

2. …szukasz “angielskiego 10 x szybciej”

Muszę cię rozczarować. Nauka języka to nie fast food. I niezależnie czy nałożysz magiczne okulary do nauki języków, czy czepek z elektordami, czy też skorzystasz z kolejnej “megasuperextraskutecznej” metody, świętującej swoje 5 minut na polskim rynku – nie zdziałasz cudów. Weź pod uwagę fakt, że na każdego działa inny sposób nauki: u jednych lepsze efekty przynosi nauka w grupie, u innych indywidualna, jedni są introwertykami, inni ekstrawertykami (więcej o stylach uczenia się dorosłych pisałam TUTAJ, a dzieci TUTAJ). Słuch muzyczny, wiek, poziom wykształcenia, poziom językowy, inteligencja emocjonalna – to tylko niektóre z dodatkowych czynników mających wpływ na tempo nauki. Dlatego często ważniejsze od samej metody, jest indywidualne podejście do ucznia i odpowiednie dobranie sposobu nauki do preferencji danego kursanta. W Homeschool jedną z pierwszych czynności podczas zapisu na kurs jest rozmowa z metodykiem, określająca nie tylko poziom językowy, ale też potrzeby ucznia. Jedynie wtedy jesteśmy w stanie dobrać sposób nauki do człowieka, a nie odwrotnie.

 

3. …wiesz lepiej od nas jak uczyć angielskiego

Zapisując się na angielski w Homeschool musisz nam zaufać. Wiem, że dla niektórych jest to bardzo trudne, zwłaszcza jak oddają w nasze ręce swoje dzieci. Na marginesie dodam, że takie wątpliwości pomagają rozwiać opinie naszych klientów (strona wwwFacebook i Google). Niestety, moim zdaniem, nauka bez zaufania nie ma sensu. Podobnie jeśli jesteś rodzicem chorego dziecka: leczysz je samodzielnie czy idziesz z nim do specjalisty? A jak już idziesz, to zdajesz się na jego wiedzę i doświadczenie, czy mówisz mu jaką receptę ma ci wypisać? Nie chciałabym być źle zrozumiana – my nie jesteśmy zamknięci na sugestie rodziców. Zawsze chętnie ich wysłuchamy, rozwiejemy wątpliwości, uspokoimy, czasem też poddamy rodzicielskie sugestie pod dyskusję w naszym zespole. Ale jeśli zdarza się rodzic lub uczeń, który jest mocno krytyczny i najchętniej zmieniłby w całości nasze podejście do uczenia, to sugerujemy, żeby spróbował sam uczyć siebie lub swoje dziecko. Jego podejście oznacza bowiem, że widzi autorytet od edukacji językowej nie w nas, tylko w sobie.

 

4. …jesteś rodzicem totalnie przeciwnym zadawaniu prac domowych

Ostatnio często przebijają się do mediów wypowiedzi różnych ekspertów bardzo krytycznie oceniające zadawanie prac domowych. Ich zdaniem nauka w całości powinna się odbywać w murach szkoły, a dom winien być miejscem wypoczynku i zabawy. Przyznam, że brzmi to pięknie, ale w dzisiejszym, zmieniającym się w zawrotnym tempie, świecie – jest utopią. I chociaż zarzuty ekspertów dotyczą szkół podstawowych i gimnazjów, to i tak, jako właścicielka szkoły językowej, czuję się wezwana do tablicy. Powiem wprost: w Homeschool zadajemy prace domowe, bo wierzę, że mimo wszystko wspierają efektywność nauki. Charakter i ilość tych prac są indywidualnie dobierane do wieku i potrzeb uczniów. Dbamy, aby nie były “jałowe” i zawsze wnosiły wartość do całego procesu nauki. Więcej na ten temat pisałam w tekście “Szkolna praca domowa to nie jajko i gluten”.

 

5. …planujesz pełnić na zajęciach rolę mebla

Tak, zdarzają się osoby, które mają podejście do kursów językowych pod tytułem: “zapłaciłem, przyszedłem na zajęcia, a teraz ty nauczycielu mnie zabawiaj, a ja się poprzyglądam”. TO NIE DZIAŁA. I chociaż nasi lektorzy przechodzą szkolenia o tym jak aktywizować nawet najbardziej opornych na komunikację osobników, to bez woli i zaangażowania ze storny ucznia, nici z efektywnej nauki. Osoby z pasywnym podejściem do zajęć, nie dość że szkodzą sobie, to na dodatek, ucząc się w grupie, mogą zarażać negatywną energią innych. I oczywiście: gorsze dni zdarzają się każdemu. Ale jeśli taki stan jest zamierzony już przed rozpoczęciem kursu i permanentny – lepiej pomyśl o innej formie spędzania wolnego czasu. Może tytułowe wędkarstwo? ☺

Music Video GIF - Find & Share on GIPHY

Podsumowując.

Zdecydowanie zapisz siebie lub swoje dziecko do Homeschool jeśli:
– nie spełniasz żadnego z pięciu powyższych warunków i
– potrafisz zaufać nam, że staniemy na głowie, używając wszelkich dostępnych nam sposobów, aby zrobić z Ciebie lub Twojego dziecka swobodne komunikacyjnie “bóstwo językowe” ☺

My naprawdę potrafimy edukować. Homeschool założyłam razem z mężem w 2002 roku, z wizją stworzenia szkoły, w której sami chcielibyśmy się uczyć. Teraz tu kształcą się nasze dzieci. Ich osiągnięcia językowe są doskonałym dowodem na to, że nasze podejście do edukacji się sprawdza.

Zapraszam więc do Homeschool. A jak masz wątpliwości, to zadzwoń do nas i porozmawiaj. Możesz też umówić się na indywidualną, bezpłatną rozmowę z metodykiem. Wtedy na pewno podejmiesz odpowiednią DLA CIEBIE decyzję.

Popraw sobie humor czyli nasze “dziękuję”

Rok szkolny 2016/2017 był dla Homeschool wyjątkowy. Mieliśmy rekordową ilość uczniów. Z tej okazji nagrałam filmik z naszymi podziękowaniami. A widząc jaką reakcję wywołuje w oglądających osobach, postanowiłam wrzucić go tutaj – jako lekarstwo na gorsze dni. On naprawdę poprawia humor 🙂

 

 

Szkolna praca domowa to nie jajko i gluten

 

W ostatnich miesiącach kilkakrotnie dochodziły mnie słuchy z zagranicznych mediów o wysoce szkodliwym wpływie zadawania prac domowych na dzieci. Nie zwróciło to mojej większej uwagi, zanim nie usłyszałam tej informacji powtórzonej w radiowej Trójce. Nie zacytuję dokładnie, ale stwierdzono mniej więcej: badania naukowców dowodzą, że nie powinno się zadawać prac domowych w szkole, ponieważ nie mają one żadnych pozytywnych skutków, a jedynie mogą zaszkodzić uczniom, generując dodatkowy stres.

Nie zgadzam się z tym.

 

Sinusoida

Czy też zauważyłaś, że do wielu zjawisk, idei i poglądów ma zastosowanie sinusoida? Raz “amerykańscy naukowcy”, a za nimi media, każą nam coś kochać. Potem wyrzucać to do śmietnika. Następnie z niego wyjąć, umyć i używać, bo jednak “śmieć” okazał się złotem. Tak było z jajkami, glutenem i teraz pracami domowymi.

 

 

Jajka

Kiedyś jajka były uznawane za cud natury. Mniej więcej dziesięć lat temu stały się jedną z głównych przyczyn podwyższonego poziomu cholesterolu w organiźmie, a zalecana dawka wynosiła 2-3 sztuki tygodniowo. Teraz (oczywiście najlepiej te od “zdrowych kurek”) są przez większość dietetyków traktowane ponownie jak cenne źródło najwyższej jakości białka i właściwie to nie powinniśmy sobie ich żałować na talerzu.

 

Gluten

Tu – podobnie jak w przypadku jajek. Kiedyś produkty zbożowe uznawało się za podstawę diety (dół piramidy żywienia). W ostatnich latach trudno było nie zauważyć ogromnego “hejtu” na gluten, uznawany za przyczynę wielu chorób i złego samopoczucia. Obecnie coraz więcej dietetyków zwraca uwagę, że jedynie 1% populacji cierpi na celiakię (nietolerancję glutenu). Dlatego nierozsądne może być zalecanie wszystkim wykluczania z diety tego bardzo cennego białka, zawartego w produktach zbożowych (za: prof. T. Colin Campbell “Nowoczesne zasady odżywiania”).

 

Praca domowa

Nie mnie oceniać, które podejście do opisanych produktów spożywczych jest słuszne. Chciałam tylko zwrócić uwagę na pewną sinusoidalną prawidłowość, bo widzę, że przekłada się ona również na podejście do zadawania prac domowych. Przez wiele lat nikt nie kwestionował wartości uczenia się w domu i wykonywania ćwiczeń zalecanych przez nauczyciela. Dziś zaczyna się sugerować odwrót od tego o 180 stopni.

 

Tacy byliśmy kiedyś – i to był błąd

Muszę uczciwie przyznać, że kiedyś zdarzało nam się w Homeschool przesadzać z ilością prac domowych. Chwaliliśmy się, że zawsze je zadajemy i byliśmy z tego dumni. Ale kiedyś mogliśmy sobie na to pozwolić, bo dzieci nie były obciążone tak ogromną ilością zajęć dodatkowych jak teraz. Co nie oznacza, że obecnie mamy się wyrzec pracy domowej kompletnie. Spytałam, co o zlikwidowaniu prac domowych sądzą nauczyciele Homeschool. Żaden z nich nie zajął stanowiska 100% sprzeciwu.

 

Eksperyment Moniki

Jedna z bardzo doświadczonych nauczycielek Homeschool, Monika, przyznała, że kiedyś w grupie młodzieżowej zrobiła eksperyment. Ustaliła z uczniami, że nie będzie zadawała prac domowych. Jednak na każdej lekcji sprawdzi wiedzę kursantów, na przykład krótkimi quizami. Eksperyment się powiódł – nauka była efektywna. Zauważ jednak, że to był tylko pozorny brak pracy domowej. Uczniowie i tak musieli się do zajęć przygotować, przypominając sobie materiał z poprzedniej lekcji. To była raczej ciekawa próba oddania im odpowiedzialności za naukę.

 

To nauczyciel jest sterem w klasie

Kto zna lepiej grupę i jej możliwości niż nauczyciel? No właśnie. Zostawmy więc swobodę doboru prac domowych lektorowi. Jeśli nawet zdarzy mu się przesadzić z ilością, to uczniowie lub rodzice to zweryfikują. Dobry nauczyciel ma dobry kontakt z grupą i rodzicami. Nie ma więc możliwości, aby zrobił dzieciom krzywdę pracami domowymi.

 

Wniosek?

Nie powinniśmy podchodzić do zadawania prac domowych ulegając dydaktycznym modom: jak wiatr zawieje – tak zadajemy. Wiara w zdrowy rozsądek nauczyciela jest kluczowa. Najważniejszy jest umiar – jak we wszystkim.
A więc Rodzicu – jeśli zapiszesz dziecko do Homeschool, to bardzo Cię przepraszamy, ale nie zwolnimy go z prac domowych. Musisz nam zaufać, a podzielając nasze podejście i współpracując z nami, efekty językowe Twojego dziecka będą naprawdę niesamowite.

 

Lipdub – jak z córką nastolatką uczymy się angielskiego

“Z nastolatkiem to ogólnie ciężka sprawa… Trudno czasem nawet zagadać, a co już mówić o wspólnej nauce…” Wcale nie! Wystarczy znaleźć do nastolatka odpowiedni klucz, lub jak kto woli, wytrych. Ja taki jeden znalazłam i chętnie go udostępnię poszukującym rodzicom.

 

Jeśli, podobnie jak większość rodziców, myślisz, że nastolatek to już zdecydowanie nie jest “materiał” do wspólnej pracy nad angielskim, to jesteś w błędzie. Pokażę Ci narzędzie, które wykorzystujemy z córką do wspólnej zabawy i nauki. Uwaga: na końcu czeka niespodzianka.

Mówisz, że to nie dla Ciebie, bo nie znasz angielskiego? Poczekaj! Czytaj dalej. W tym przypadku znajomość angielskiego przez rodzica nie jest warunkiem koniecznym.

 

Kto kogo uczy?

W tytule celowo napisałam “uczymy się”, a nie JA uczę. Bo jest to, w zależności od sytuacji, naprawdę wzajemna nauka. W układzie nastolatek – rodzic, czasem rodzic zna język lepiej, a czasem dziecko. Zarówno w jednej, jak i w drugiej opcji wspólna nauka jest możliwa. Zgodnie z obecnymi trendami w pedagogice – nie tylko uczeń uczy się od nauczyciela, ale też nauczyciel od ucznia. Zwłaszcza w dobie tak szybkiego rozwoju nowych technologii i internetu.

Ale do rzeczy. Kiedy córka pokazała mi aplikację Musical.ly, bo o tym będzie dziś mowa, od razu moje nauczycielskie oko zobaczyło w tym szansę na naukę angielskiego.

 

Co to jest Musical.ly?

To aplikacja na smartfon lub iPhone, pozwalająca na nagrywanie wyjątkowych filmików i teledysków. Dostajemy w niej mnóstwo podkładów dźwiękowych, do których możemy stworzyć własne wideo. Nagrania zachowujemy dla siebie lub dzielimy się nimi ze znajomymi korzystającymi z Musical.ly.

 

“Ale ja tego nie ogarnę technicznie!”

Nie musisz! Rodzicu, to właśnie, między innymi, zadanie Twojego nastolatka. Wystarczy, że jedno z was będzie miało Musical.ly w swoim telefonie. Kwestie techniczne, takie jak: zainstalowanie aplikacji, zalogowanie się do niej i poznanie jej funkcji zostaw więc (podobnie jak ja) swojemu dziecku.

 

Jak wykorzystuję Musical.ly do nauki angielskiego

Aplikacja, poza podkładami czysto muzycznymi, bazuje na języku angielskim. A więc do tworzenia własnych scenek i teledysków udostępnia gotowe dialogi i piosenki po angielsku. To pozwala na wykorzystanie jednej z technik nauki angielskiego jaką jest lipdub.

 

Lipdub – czyli co?

Lipdub (lub: lip dub) to rodzaj teledysku/scenki, w której osoba (bądź osoby) odgrywając rolę, poruszają ustami do wybranego podkładu dźwiękowego. W Musical.ly jest to bardzo proste. Najpierw odsłuchujecie w normalnym, bądź zwolnionym, tempie dany tekst lub piosenkę i staracie się to powtarzać, a potem mówić jednocześnie z podkładem. Czasem pomocne jest zapisanie tekstu na kartce, zanim go zapamiętamy.

 

Nagrywanie to bułka z masłem

Obejrzałaś na Musical.ly kilka przykładowych filmików innych osób i zwątpiłaś czy dasz radę? Dasz! Spokojnie. Cały sekret nagrywania polega na jego zwolnionym tempie. Odgrywacie scenkę wolno, bardzo wolno – bo tak “leci” podkład. A to, co widzisz jako efekt końcowy, jest przyśpieszonym odtworzeniem waszego nagrania. Dlatego nie przejmuj się drobnymi niedociągnięciami – najprawdopodobniej będą niezauważalne na filmie.
Tu możesz obejrzeć lipdub’y zrobione przeze mnie i moją córkę:

 

Ale co to całe nagrywanie tak naprawdę daje “językowo”?

To, czego często brakuje w nauce szkolnej. Tradycyjna edukacja językowa wciąż opiera się głównie na nauce fragmentarycznej. Czyli: dziecko uczy się słówek, gramatyki i wyrwanych z kontekstu zwrotów, które musi umieć w danej sytuacji połączyć w całość. A to bardzo trudne, gdy się nie mieszka w anglojęzycznym kraju. Podkłady tekstowe z Musical.ly są codziennymi dialogami lub piosenkami z gotowymi frazami językowymi. To ułatwia uczenie się tzw. “language chunks” – naturalnych zwrotów po angielsku. A zwroty (fixed collocations), powtarzane wielokrotnie, zapadają w pamięć i późniejsze ich użycie staje się mechaniczne.
Mówiąc prościej: nabywamy wyczucia językowego. A wyczucie językowe jest wtedy, kiedy pomimo, że nie potrafimy wyjaśnić dlaczego mówimy/piszemy daną frazę tak, a nie inaczej, to mamy sto procent pewności, że mówimy/piszemy dobrze. Po prostu.

 

Niespodzianka

Nie, nie zapomniałam o niej. Moja córka twierdzi, że na Musical.ly często bardziej popularne są tzw. “making of” (filmy pokazujące tworzenie efektu końcowego od kuchni) niż same teledyski. Oto więc na zakończenie i nasz “making of”:

 

 

Mam nadzieję, że kupujesz ode mnie pomysł lipdub’ów i Musical.ly.
Życzę Ci, jak zwykle, fajnej zabawy z dzieckiem (“Mamo! Ja już nie jestem dzieckiem!” ☺ ).

6 sposobów na naukę angielskiego z dzieckiem w domu (i siódmy dla odważnych)

 

Nie stać cię na kurs językowy dziecka? A może, pomimo kursu, chcesz dodatkowo pouczyć się z nim w domu? Dam ci 6 sposobów na efektywną, łatwą i przyjemną naukę z dzieckiem. Nawet jeśli słabo, lub w ogóle, nie znasz angielskiego.

1. Poznaj styl uczenia się dziecka

Na początku warto zbadać indywidualny styl uczenia się dziecka. Możesz to zrobić online. Jeśli wiesz, w jaki sposób Twoja pociecha najchętniej i najszybciej się uczy – to już połowa sukcesu. Pamiętaj jednak, żeby po otrzymaniu wyników testu, nie ograniczać się tylko do preferowanych przez dziecko stymulatorów (wzrokowych, słuchowych czy ruchowych). Ważne jest, aby dostawało ono różnorodne bodźce. Jednak w warunkach domowych warto zapewnić dziecku przewagę takich, które najbardziej lubi. O tym, jak możesz określić indywidualny styl uczenia się, pisałam na przykładzie swoich dzieci TUTAJ.

 

2. Wykorzystaj metodę deDOMO

Sala lekcyjna to nie drugi dom. A jedynie w domu mamy możliwość uczestniczenia w codziennych, rutynowych czynnościach, takich jak ubieranie się, kąpiel, układanie do snu. To właśnie codzienne sytuacje są idealną okazją do stopniowego, bezstresowego wprowadzania dziecka w świat angielskiego. Na tym podejściu opiera się, stworzona przez dr Grzegorza Śpiewaka, metoda nauki angielskiego z dzieckiem w domu: deDOMO. Zestaw do nauki dla przedszkolaka, ucznia i nastolatka możesz kupić w księgarni lub w internecie. Zestaw przedszkolaka jest również dołączony do bogatego pakietu kursanta, który otrzymuje dziecko uczęszczające na kurs angielskiego Teddy Eddie (np. w Homeschool).

Więcej o deDOMO przeczytasz na stronie metody. A tutaj posłuchasz jak dr Grzegorz Śpiewak, specjalnie dla Homeschool, opowiada o swoim projekcie:

 

3. A może Teddy Eddie i Plac Zabaw online?

Jeśli Twoje dziecko chodzi na kurs Teddy Eddie (2-7 lat), to w zestawie kursanta (poza metodą deDOMO) dostaje też kod dostępu do Placu Zabaw online. Plac Zabaw to całe spektrum fantastycznych gier językowych, uczących oraz utrwalających słownictwo z różnorodnych kręgów tematycznych. Warto dodać, że na kursach Teddy Eddie rodzice dostają sporo możliwości wspierania dziecka w nauce poza zajęciami językowymi. Jeśli tylko czas i chęci im pozwolą, to mogą skorzystać nie tylko ze wspomnianego deDOMO i Placu Zabaw online, ale też płyt do słuchania w domu (samochodzie) oraz specjalnego Poradnika dla Rodzica. Więcej o kursach Teddy Eddie w Homeschool przeczytasz TUTAJ.

4. Pokazuj filmy

Pozwól dziecku obejrzeć film (np. produkcji Pixar). Najpierw po polsku, a potem powiedz, że opcja polskiego się “zacięła”. Dziecko, znając wcześniejszy kontekst sytuacyjny, powinno równie chętnie oglądać film z “usterką” i mimowolnie osłuchiwać się z językiem obcym. Uwaga! Ten sposób może nie zadziałać ze starszym dzieckiem. Współczesny bobas, zanim jeszcze “wyjdzie z pampersa”, często lepiej posłuży się pilotem niż my… Może więc niespodziewanie zaproponować, że nam pomoże i “naprawi usterkę” ☺
Jakie filmy wybrać? Najlepiej takie, które poza świetnym dubbingiem, mają też wartościowy przekaz wychowawczy. W internecie (np. na blogach parentingowych) znajdziesz sporo rankingów. Moimi absolutnymi faworytami są:

“WALL.E” 2008 (niekwestionowany rekordzista w ilości wyświetleń przez moje dzieci)
“Finding Nemo” / “Gdzie jest Nemo?” 2003
“Maleficent” / “Czarownica” 2014

 

5. Puszczaj piosenki

To standard w uczeniu się języków. Dotyczy zarówno dzieci, jak i dorosłych (jak często i z jakim emocjonalnym zaangażowaniem śpiewasz w samochodzie ulubione przeboje? ☺ ). Dla dzieci szczególnie polecam cykl “Super Simple Songs”, który znajdziesz na YouTube.
Maluch otrzymuje tam przekaz słowno-muzyczny, wzmocniony obrazem. Prosty tekst na tle kontekstu sytuacyjnego, przy akompaniamencie łatwo wpadającej w ucho muzyki, to mikstura idealna. Nic więcej nie potrzeba, żeby gotowe frazy językowe już na stałe zamieszkały w głowie naszego dziecka.
A tu przykładowy odcinek “Super Simple Songs”:

 

6. Pozwól na zabawę z komputerem

Ja wiem, że nadmiar komputera szkodzi. Ja wiem, że każdy rodzic stara się przykładnie reglamentować dziecku czas na komputer. Ale… od każdej reguły są wyjątki. W internecie naprawdę możemy znaleźć sporo ciekawych stron z grami językowymi dla dzieci. Poprosiłam Metodyk Homeschool, Joannę Nazarko, o polecenie blogowym Rodzicom najbardziej przystępnych i interesujących linków, jakie wykorzystuje w pracy z dziećmi w wieku wczesnoszkolnym:

BABADUM – kojarzenie słówek z obrazkami
ANGLOMANIACY – gry I zabawy uczące słownictwa i gramatyki
YUMMY – gry, historyjki, mini projekty dla dzieci

 

7. Dla odważnych rodziców

A może tak bardziej ekstremalnie potraktować temat? Jeśli znasz angielski, to być może zainteresuje Cię projekt, o którym ostatnio usłyszałam. Pewna mama (dyrektorka szkoły w Białołęce i nauczycielka), widząc jak jej syn marzy o zostaniu youtuberem, postanowiła zostać youtuberką razem z nim. Prowadzony wspólnie z dzieckiem kanał na YT może być sposobem na naukę czegokolwiek – nie tylko języka. I to naukę zarówno dziecka, ale też rodzica.

A tu możesz obejrzeć efekt pracy mamy-dyrektorki i jej syna – kanał “School Talks. Mother and Son”:

 

 

Najważniejsze na koniec

Jak widzisz, do tego, żeby Twoje dziecko uczyło się angielskiego (a chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że powinno) nie potrzebujesz ani pieniędzy, ani czasu, ani znajomości angielskiego.

Nie masz pieniędzy? Wykorzystaj sposób nr 1, 2, 4, 5, 6.
Kompletnie nie znasz angielskiego? Wykorzystaj sposób nr 1, 3, 4, 5.
Nie masz czasu? Wykorzystaj sposób nr 3, 4, 5, 6.

Prawda jest taka, że teraz już nie masz wymówek! 🙂 Weź się do działania, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś/eś. Twoje dziecko w przyszłości na pewno to doceni.

“Przestań skakać i skup się! Patrz w książkę jak ci tłumaczę!” Jak poznać indywidualny styl uczenia się dziecka i mu pomóc?

 

Większość z nas-rodziców słyszała o tym, że jedni ludzie są wzrokowcami, a inni słuchowcami. Niektórym się też obiło o uszy określenie kinestetyk (“ruchowiec”). Logicznym wydaje się też to, że najlepiej jest dostosować styl uczenia się do indywidualnych preferencji. Wtedy nauka będzie szybsza, przyjemniejsza i bardziej efektywna. Zgoda!

Ale tylko częściowa 🙂

Bo oprócz preferencji zmysłowych, istotnych w uczeniu się, ważne są też (przepraszam za te zimne branżowe wyrażenia):

  • indywidualny sposób przetwarzania informacji (np. analityczny lub artystyczny),
  • układ inteligencji wielorakich (np. interpersonalna, muzyczna itd.),
  • afiliacja (praca samodzielna czy współpraca w grupie) i
  • lateralizacja (dominacja danej strony ciała).

 

Jeśli udało Ci się przejść przez tę nudną listę, to świetnie, bo w nagrodę podzielę się z Tobą swoim ostatnim odkryciem. Znalazłam w internecie (okej, przyznaję: przy pomocy neuropedagożki Katarzyny Trojańskiej) prosty sposób na zbadanie indywidualnego stylu uczenia się moich dzieci.

 

Moje odkrycie

Badanie indywidualnego stylu uczenia się można wykonać na stronie www.indywidualni.pl. Jest ono płatne – dlatego tym bardziej polecam Ci zapoznanie się z moją opinią. Ale jeśli lubisz ryzyko, to nie musisz czytać dalej, tylko od razu przejść do akcji. Uprzedzam wątpliwości: to nie jest post sponsorowany.

 

Jak i dla kogo

Internetowe badanie trwa około godziny i składa się z 4 testów:

 

 

 

Testy są podzielone na kategorie ze względu na wiek i płeć:

 

 

 

Co do tego, że warto zbadać dziecko – nie mam wątpliwości. Pokażę to na przykładzie testów moich dzieci: Maja – test gimnazjalny i Michał – test dla klasy 1-3. Czy warto zrobić badanie również sobie? Ja nie mogłam się powstrzymać 🙂  Swój test i opinię opiszę w odrębnym poście, bo testowanie dorosłego to, jak mawiają Anglicy, a different kettle of fish.

 

Jak wypadły moje dzieci

Wyniki otrzymujemy w formie przystępnych kolorowych grafik oraz dość obszernego opisu profilu osobowego. W naszym przypadku opinie były bardzo trafne. Warto podkreślić, że tu nie ma złych wyników. Każdy rezultat testu jest dobry, ponieważ każdy człowiek jest inny.

Poniżej możesz porównać graficzną analizę moich dzieci. Zwróć uwagę na znaczne zróżnicowanie w odbiorze świata przez każde z nich.

 

Michał – afiliacja i inteligencje

 

Maja – afiliacja i inteligencje

 

Michał – preferencje zmysłowe

 

 

Maja – preferencje zmysłowe

 

Michał – przetwarzanie informacji

 

Maja – przetwarzanie informacji

 

 

Michał potwierdza wyniki testu

Mój syn został zdefiniowany m.in. jako mocno kinestetyczne (uczące się poprzez ruch) dziecko. Dowód na wynik badania widziałam już przed jego zakończeniem: wykonywanie ruchowych zdań z testu na lateralizację sprawiało mu niesamowitą przyjemność. Ciągle proponował:

“Mamo, może ja jeszcze  raz powtórzę ćwiczenie, żebyś mogła się lepiej przyjrzeć, okej?”

 

Maja potwierdza wyniki testu

Po badaniu czytam mojej córce opis jej profilu w zakresie dominacji zmysłowej:
“Osoby preferujące bodźce wzrokowe (a Ty do nich właśnie należysz) lubią mieć wokół siebie harmonię wizualną, lubią mieć porządek i drażnią ich np. nierówno ustawione kubki czy książki na półce. Przechodząc obok sterty gazet na pewno odruchowo je wyrównają.”

Maja: “Mamo! Ja nawet nie mogę w sklepie spożywczym przejść spokojnie obok rozrzuconych koszyków! Jak nikt nie widzi, to zawsze je ustawię w równą wieżę.”

 

Do czego, poza zaspokojeniem ciekawości, potrzebna nam analiza stylu uczenia się?

Czytanie tak obszernej opinii o dziecku jest czasami jak objawienie. Pomaga nam zrozumieć co się dzieje w jego ciele i mózgu.
“Aaaaa, to dlatego ona cały czas coś gryzmoli, a ja myślałam, że mnie nie słucha.”
“To dlatego on ciągle się wierci i podskakuje, jak coś mu tłumaczę.”
Tak właśnie uczy się moje dziecko. I ja, jako rodzic, chcę je w tym wspierać. W jaki sposób?

 

Jak wspierać dziecko po zapoznaniu się z opinią?

I to jest właśnie “clue programu”. Po testach dostajesz całą masę metod i technik dedykowanych specjalnie Twojemu dziecku. Dowiadujesz się m.in. jak pomóc mu w koncentracji, jak ćwiczyć pamięć i jak się relaksować. Zastosowanie w praktyce tych instrukcji to właśnie klucz do sukcesu edukacyjnego naszych pociech. Tym samym kluczem otworzymy też…

 

…wiele zakamarków miłości rodzicielskiej

Testy to dodatkowa okazja do lepszego poznania i zrozumienia naszego dziecka. Przecież im bardziej je rozumiemy, tym lepiej możemy okazywać mu naszą miłość, lepiej do niego trafić.

A teraz czas na przytulanki i buziaki 🙂

 

Więcej o testach na indywidualny styl uczenia się dorosłych i moją opinię poznasz TUTAJ.
Strona z testami, które opisuję powyżej jest TUTAJ.

 

“Lepiej niech się najpierw dobrze nauczy polskiego!” Czy nauka angielskiego małych dzieci ma sens?

 

Niejednokrotnie słyszałam z ust rodziców lub dziadków mniej więcej takie słowa: “Lepiej niech się najpierw dobrze nauczy polskiego, bo jeszcze mu się w głowie pomiesza”. Nie raziło mnie to tak bardzo, kiedy mowa była o 1-2-latkach (za rok-dwa im przejdzie – myślałam). Lecz gdy tematem rozmowy stała się 8-letnia dziewczynka, zdałam sobie sprawę, że kwestia uczenia dzieci języka obcego od najmłodszych lat nie jest jednak tak oczywista.

Co to znaczy “dobrze nauczyć się polskiego”?

Do komunikacji w języku polskim (zgodnie z badaniami filologów z Uniwersytetu w Białymstoku) wystarczy znajomość około 1200 słów. Są oczywiście osoby, które czynnie używają kilkudziesięciu tysięcy słów, ale są i tacy, którzy w późnej starości mają mocno ograniczony zasób słownictwa. Rozpiętość jest ogromna. Kiedy więc już “dobrze umiemy język polski”? Do którego momentu należałoby więc czekać z angielskim? Moja odpowiedź: w ogóle nie czekać, bo możesz się nie doczekać. Niech rozwój mowy ojczystej idzie własnym torem, a język angielski wprowadź w życie dziecka jak najszybciej.

Im wcześniej, tym lepiej – to kiedy dokładnie?

Nie popadajmy jednak w skrajności. Powszechna opinia o jak najwcześniejszym rozpoczęciu edukacji językowej jest, w moim przekonaniu, jak najbardziej słuszna. Ale “jak najwcześniej” to nie znaczy: zaraz po urodzeniu. Jeśli jesteś w stanie poświęcić dziecku dużo czasu, to warto spędzić go razem na nauce w warunkach domowych (przeczytaj: “6 sposobów na naukę angielskiego z dzieckiem w domu”), a nieco później na wspólnym uczestniczeniu w zajęciach (np. Teddy Eddie MINI dla dwulatków). Nie powinno to jednak spędzać snu z powiek rodzica! Z mojego doświadczenia wynika, że optymalnym czasem zapisania dziecka na zajęcia językowe jest wiek 3-4 lat. Ale tylko w przypadku kiedy mamy pewność co do ich jakości, bo…

Złe nawyki językowe z dzieciństwa trudno naprawić

Jeśli nie masz możliwości (czasowych lub finansowych) na zapewnienie dziecku wysokiej jakości edukacji językowej – nie rób tego w ogóle. Nie korzystaj z niesprawdzonych miejsc i nauczycieli. Nie sugeruj się opinią sąsiadki o córce koleżanki, która jest świetna z angielskiego i chętnie dorobi na korepetycjach. Błędne nawyki językowe, zwłaszcza te dotyczące wymowy, bardzo trudno jest potem skorygować. W przypadku uczenia jak najbardziej prawdziwe jest stwierdzenie: albo rób coś dobrze albo wcale. O sprawdzonej przeze mnie na własnym dziecku, dostępnej w Homeschool, metodzie uczenia dzieci Teddy Eddie zobaczysz na filmie:

 

A jak się jednak “w głowie pomiesza”, to co?

To świetnie! Naprawdę. Jeśli twoje dziecko uczy się języka angielskiego i usłyszysz któregoś dnia z jego ust: “Mamo, can I have a sandwich z serem”, to wycałuj i wyściskaj je mocno! Jest to fantastyczny moment przejściowy w edukacji językowej dziecka. W tym czasie ono swobodnie bawi się językiem (językami), tworzy własne dwujęzyczne słowa i zdania. To właśnie ten etap powoduje, że w późniejszym wieku dziecko, nastolatek i wreszcie dorosły nie ma blokady przed mówieniem w języku obcym. Nie boi się popełniać błędów, przez co swobodnie się komunikuje w przestrzeni społecznej.

A o to przede wszystkim w nauce języka obcego chodzi. Dlatego angielski u małych dzieci jak najbardziej ma sens!

Jeśli chcesz zapisać dziecko na bezpłatną lekcję próbną Teddy Eddie w Homeschool wejdź TUTAJ.

Polecam też teksty:

Wpływ wczesnej nauki języka obcego na rozwój mowy.

Zaburzenia mowy a nauka języka obcego.

Czy wczesna nauka języka obcego zaburza lub opóźnia rozwój mowy ojczystej?

PROMOCJE

Nowy nabór do grup na drugi semestr.

Promocja dla przedszkolaków, starszych dzieci, nastolatków i dorosłych

Po dobraniu grupy, Twoje dwie pierwsze lekcje są bezpłatne (próbne), abyś mógł/mogła się upewnić, że wszystko Ci (lub Twojemu dziecku) odpowiada. Umów się na spotkanie: 857428077.

A to promocyjne ceny kursów za semestr letni (luty-czerweic 2018):

/Możliwość płatności w dwóch nieoprocentowanych ratach!/

Teddy Eddie Mini (2-3 latki), zajęcia 1 x 35 min.:   399 zł + zestaw kursanta w promocyjnej cenie 79 zł

Teddy Eddie Play (3-4 latki) i Standard (4-5 latki), zajęcia 2 x 35 min.:   499 zł + zestaw kursanta w promocyjnej cenie 99 zł

Future (8-13 latki) i Rebel (13-17 latki), zajęcia 2 x 90 min.:   739 zł 

Challenge (dorośli), zajęcia 2 x 90 min.: 749 zł

 

Promocja dotyczy nowych kursantów.

Szczegóły w Biurze Obsługi Studenta: 857428077  /  biuro@homeschool.pl

 

 

Korepetycje Help Desk gratis

Jeśli uczysz się na kursie  Future i Rebel  i zdarzyło ci się opuścić zajęcia lub czegoś nie rozumiesz, to zawsze możesz nadrobić zaległości korzystając z bezpłatnych korepetycji.